Zastanawiam się od jakiegoś czasu, czy Abraham Maslow projektując swoją Piramidę Potrzeb, inspirował się dzisiejszym fragmentem ewangelii.
Oto bowiem mamy diabła, węża starodawnego, który – za przyzwoleniem Ducha – kusi Chrystusa.
I oczywiście uderza on do tej ludzkiej natury Zbawiciela. Dotyka potrzeb podstawowych, fizjologicznych, potrzeb bezpieczeństwa i uznania oraz potrzeby samorealizacji [ze swojego, diabelskiego punktu widzenia].
trzy grupy, które Maslow rozpisał na pięć:

Mamy więc podstawy potrzeb człowieka, każdego człowieka bez względu na wiarę, płeć, wiek.
Mamy to, pierwotne wręcz, pragnienie by piąć się wyżej w takiej czy innej rzeczywistości naszego serca – ważne by było to zgodne z naszym powołaniem, by ten rozwój był rozwojem bożym.
bo co się dzieje gdy uciekamy od naszej powołania? gdy realizujemy cele być może równie wzniosłe i ambitne, albo po prostu [z obecnej perspektywy] potrzebne.
ulegamy pokusie.
Ulegam pokusie czegoś łatwiejszego, możliwe że bardziej spektakularnego, o czym wiem że mam na to siły i to mogę zrobić!
Jezus nie uległ! Dlaczego? w genialny[!] sposób widać to w tym krótkim dialogu z Mt 4,1-11.
Chrystus zna Słowo Boże. Idąc dalej, [przez J 1] widzimy że ON SAM jest Słowem.
Jezus zna siebie.
Wie że otrzymał dość siły i mocy by wytrwać w tym, co jest nadzieją jego powołania! że każde zadanie jakie przed Nim stoi, każda rzecz jaką ma wykonać, każda misja i słowo jakich ma się podjać jest na jego siły to tak mu to obiecano! [Iz… ].
Jezus zna swoje powołanie. I jest w nim mocno ugruntowany – bo jak inaczej przeszedłby najważniejszą próbę na Pustyni – podważenie swojej tożsamości?
„Jeżeli jesteś synem bożym….”. To jest TO! prawdziwa siła diabła, jedyne czym możemy go wpuścić do naszych serc.
wątpliwość
Bo taka prawda – diabeł zna tylko jedno słowo.
„ALE”.
„ładnie rysujesz… ale musisz zająć się czym innym”
„możesz pójść na Mszę… ale właśnie leci Twój serial”
„jesteś ładna… ale lepiej się domaluj”
„masz ciekawą osobowość… ale lepiej nie bądź w pełni sobą”

i tak dalej i tak dalej.. ale
ale ale ale
wymówki piekła.
czy nie realizacja powołania i wymawianie się od niego jest gwarantem piekła?
raczej nie – z pewnością jednak nie doświadczysz takiego nieba na ziemi, na jakie masz szansę.
____________
czemu burzenie świątyni?
Wątpliwość jest burzycielem Serc. Relacji, wspólnot, wiary. Paradoksalnie – może być jej największym spoiwem bo prowokuje do odpowiedzi. Często [częściej?] jednak jest tak, że uciekamy.
o ile nie uważam samej ucieczki za nic złego – o tyle zawsze pytam: dokąd uciekasz? Zwykle moja samoświadomość jest na tyle dojrzała że wiem OD CZEGO uciekam, ale o wiele ważniejsze dla mojej dalszej drogi jest to gdzie uciekam. W jakim kierunku upadam. Oczywiście najlepszą opcją ucieczki jest uciec pod Krzyż – jednak nawet apostołowie SPOD Krzyża uciekali. Zburzyli świątynie swojej pewności i wiary, którą później Bóg tak umocnił że sami dali się zabić – ale tej pewności w sobie już nie!
Myślę też o nieco bliższej rzeczywistości świątyni. W sumie to ta rzeczywistość sprowokowała mnie w pierwszym rzędzie to napisania tego tekstu.
Maslow. Potrzeby. Ciało.
„Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? Za [wielką] bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga w waszym ciele!”[1 Kor 6,19 – 20]
burzę własny wewnętrzny spokój. Własną świątynię, własna obronę przed ciemnością. upadam i to upadam w kierunku w jakim najmniej powinienem, bo upadam tak skąd uciekam. W ciemność. I w imię czego? chwili przyjemności? akceptacji? poczucia bezpieczeństwa które i tak ucieknie po czasie?
handlujemy świętością – na prawo i lewo poprzez prowokujący ubiór, dwuznaczne reklamy, niewybredne żarty. Sprzedajemy własną tożsamość za lepsze wyniki w pracy, [pozornie] wyższy status społeczny, więcej zer na koncie. Czasami nawet po to, by ledwo związać koniec z końcem – jakby Bóg nie mówił, że zadba o nas o ile Doń przyjdziemy[?!]. Wydaje się że ten rynek jest tak szeroki i tak długo otwarty że nie ma mocy by móc go zamknąć.

To wszystko [wydaje sie] jest trudne. Bardzo bardzo trudne i niezrozumiałe i nierozumne poniekąd.
a wynika z pragnienia. tęsknoty.
(Bardzo podoba mi sie angielskie używanie słówka „very” [bardzo] w niektórych sytuacjach. Tu będzie pasowało jak ulał.)
it is very core of ourselfs [dosłownie: to bardzo rdzenie nas samych; lepsze tłumaczenie: to głębia nas samych].
I ciężko zrozumieć że często ciągnie nas tam, w tę ciemność i ciało i psychika i… duchowość. Bo pragnę w duchowości czegoś WIĘCEJ, a problem często taki że ułomnie to wypełniam.
i tak samo jak przy przekwalifikowaniu zawodu potrzeba trenera/nauczyciela, tak samo przy wyjściu z tego targowiska świętości, potrzeba kogoś jeszcze. Oczywiście – to Jezus nas wyprowadza z tego, jednak [prawie?] zawsze posługuje się swoimi narzędziami – innymi ludźmi.
potrzeba, bym uczył się ufać, by 'zamykanie biznesu’ było skuteczne i definitywne.
