chyba pierwszy raz zdarza mi się pisać najpierw tekst, później dodać doń tytuł. Na wszystko przychodzi pierwszy raz, prawda?
lubię w ten sposób myśleć o Wielkim Poście. Jako o pierwszym razie.
Pierwszym wyjściu na pustynię, pierwszej ofierze, pierwszym spotkaniu. Daje mi to poczucie pewnej świeżości, nie-rutynowego działania. Myślę że jestem na to narażony – nie wiem czy bardziej czy mniej niż Ty, jednak jestem – na myślenie w kategoriach 'znowu’. Tymczasem, można się aż zadziwić że to nie ma być 'znowu’ a 'z nowu’.
Od nowa.
od zera.
od początku.
![[a może] to właśnie noc, pozwala nam przejrzeć na oczy i zobaczyć samych siebie[?]](http://radomski.im/wp-content/uploads/2014/03/IMAG0819-300x225.jpg)
Natychmiast na myśl przychodzi mi spowiedź. Sakrament Pokoty i Pojednania. Niejako odnowienie chrztu, świadome przyjęcie Łaski Bożej. Jeżeli udaje mi się przekraczać te granice, jestem nowym człowiekiem – bo w Chrystusie jesteśmy NOWYMI ludźmi.
„to, na LITOŚĆ BOSKĄ, czemu wciąż upadamy w ten sam sposób?” rodzi się dość logiczne pytanie człowieka upadającego.
Odpowiedzi usłyszałem w swoim życiu dość dużo i bardzo skrajnych.
przychodzi mi na myśl pewien odcinek Looney Toons [pol. Zwariowane melodie], kiedy to były prezentowane domy przyszłości.
Jeden z projektów zakładał brak konieczności poruszania się pomiędzy piętrami – to piętra miały same podróżować do użytkownika. W salonie był taki panel – trzeba było na nim stanąć i wcisnąć przycisk i piętro samo zjeżdżało. Po powtórnym wciśnięciu tego przycisku, piętro wracało na swój poziom. Jak to w bajkach bywa – jedna rzecz była nie przemyślana i parter nie poruszał się równolegle do piętra które 'zjeżdżało’. Nie poruszał się kompletnie toteż łatwo sobie wyobrazić co się z nim stało po jednym takim 'kliku’.
skąd to skojarzenie? bo chcę wszystko na szybko. Robię się coraz bardziej leniwy, coraz mniej błyskotliwy czy konstruktywny. Moje działania sprowadzają się do posiadania pilota/panelu który by kontrolował jak największy obszar rzeczywistości i minimalizował moje wysiłki. Czasami chyba tak traktuje spowiedź. . .
leniwie, opieszale.
czasami chyba tak traktuje własną wolność – no bo skoro stoję w miejscu to nic mi nie grozi, bo wiem gdzie jestem i co się dzieje i jak patrzeć i tak dalej i tak dalej…. co gorsza – wciąż patrzę się w tę moją ciemność, tak tylko by jej nie dopuścić do działania. Ona jest mała, niska więc muszę głowę mieć opuszczoną…

a krzyż jest wysoko!
a ja gapię się tak, w jakiś ciemny punkt, gdzieś tam nisko – i wciskam guzik by wszystko działo się 'samo’ i nie widzę nawet kiedy a mój upragniony świat rozwala to co na około mnie. I wciskam guzik i przeżywam szok i cierpię i nie chce mi się nic. I narzekam że pilot nie działa…
i mam dość!
oj, Panie Jezu – jak TY wiesz jak ja czasami mam wszystkiego, kurwa, dość….
a więc dobra – zaczynamy na nowo. Od nowa.
[prawie że] od zera.
w plecaku trochę wody, gołe stopy i pierwsze kroki na pustyni, na Wie[l]ki[ej] Pustyni.
a piasek gorący, noce zimne, woda za ciepła.
idziemy!
