Idzie wiosna! – [nie] jestem patriotą[?]

„Dziś”skłania do refleksji. Myślę.

 

Dzień robi się coraz krótszy i coraz mniej czasu można oczy cieszyć słońcem. Dużo deszczu i wysokich temperatur – osobiście średnio mi to odpowiada, taki brak stabilności w pogodzie. Dość mam niestabilnych emocji na około siebie, by jeszcze z pogodą się zmagać. Trwam.

 

Potrzebuje czegoś stałego, jakiegoś punktu odniesienia – który, przy braku stabilności – pozwoli mi wrócić na właściwe miejsce. Pozwoli mi powstać.

W.

 

I chociaż Bóg sam jest odpowiedzią na tę moją potrzebę, to jednak nie stroni od udzielenia mi jeszcze jednego wsparcia. I jeszcze…. i jeszcze….

 

W.

 

Jak sięgam pamięcią – nie uważałem się za wybitnego patriotę, nie walczyłem i nie interesowałem się konkretniej historią Polski. Zawsze bardziej pociągały mnie legendy, mity – coś nierealnego, albo odrealnionego. Uciekałem, czyniąc swój punkt odniesienia niezwykle odległym, mało stabilnym – łatwiej ucieka się w światy fantazji, jednak dużo łatwiej się tam upada.

Dziś jednak, moje Serce doznało zachwytu. Polska zamarła. O godzinie 17. – równo siedemdziesiąt lat PO – Polacy zamilkli. Moje Serce dawno nie było tak zasłuchane. Oczywiście – wyły syreny, biły dzwony i każde miasto dawało znać, jednak to nie miało dla mnie kompletnie żadnego znaczenia. Uciszyłem się. Ucieszyłem się.

 

Polska – MOJA, TWOJA, NASZA – Polska powoli staje się moim punktem odniesienia. Wielkie jej sukcesy, wielkie jej dzieci! I choć wiele ją boli, wielu zawodzi – jest to WIELKI KRAJ.

 

Jeszcze jej nie znam, jakbym chciał. Jeszcze jej nie czczę, jak sobie zasłużyła. Jeszcze jej nie służę jak powinienem. I podobnie jak długu Krwi Chrystusa nie sposób spłacić niczym! Podobnie długu Krwi Polskiej – choć niepomiernie mniejszy to dług od tego Zbawczego, to jednak niewyobrażalnie wielki dla mnie i dla każdego Polaka – nie sposób spłacić nigdy. Żadnym życiem, żadną śmiercią.

 

Małymi krokami, małymi gestami Miłości – może kiedyś zbliżę się dość, to Jej Serca, by wpiąć się w jej krwioobieg i pozwolić by w moich żyłach płynęła Polska. By była moim życiem.

Tak. Takie pragnienie rodzi się w moim Sercu. Powoli, delikatnie, nienachalnie.

 

No i idzie wiosna. Wiosna mojego Serca i pewnie mojego życia, jednak idzie też wiosna w kalendarzu Polski. Pragnę wierzyć, że w sierpniu nie tylko we mnie coś się budzi. Sierpień jest wyjątkowym miesiącem, w którym wdzięczność powinna rozsadzać[!] Polskie Serca.

I nic po deszczach i burzach i ulewach i upałach i niepogodach i niepomyślach – jest ze mną coś bardzo „nietak” jeżeli nie ma we mnie wdzięczności. Jeżeli moje Serce teraz nie rośnie.

Bardzo ciężka choroba musi toczyć moje Serce, moją Duszę – jeżeli nic się we mnie nie porusza teraz.

Uzdrów nas Panie Jezu – daj nam NOWE Serca bijące POLSKĄ KRWIĄ!