
Jakiś czas temu rozmawiałem z moim serdecznym znajomym, którego nie słyszałem i nie widziałem już dawno. Nasza rozmowa, o życiu, kawie i gitarach przerodziła się w para-coachingową sesję w trakcie której usłyszałem słowa, które zatrząsnęły posadami mojego dotychczasowego świata. Zanim przeczytasz te słowa, chcę Ci tylko wspomnieć, że mój rozmówca to człowiek już dojrzały emocjonalnie, w pewnym sensie ustabilizowany, znający swoją pasję i… cóż, mający kilka opcji, kilka wyborów. Fantastyczne! Wie czego chce – nie wie jaką to ścieżką osiągnąć. A co mi powiedział….?
to:
„w sumie, to jestem rozczarowany tym Twoim coachingiem.”
Dalej, wyjaśnił mi, mój serdeczny rozmówca, że spodziewał się że jakoś go bardziej… zmotywuje, otworzę, dam 'kopa’ a może nawet i instrukcje/sugestie co ma robić. Jasne – powie jakiś pro-coach – to już nie jest coaching. Nie, nie jest – jednak jego elementy zostają i nie o tym chcę teraz pisać.
Uderzyły mnie te słowa. Przywykłem trochę, do tego że jak rozmawiam z ludźmi to im coś daję. Nie tylko, że daję – ale też że oni coś biorą z tego. Że faktycznie pomagam im w ich wzroście, działaniach i tym podobnych. Uderzające było, usłyszeć że jest się, bądź co bądź, mało-użytecznym. Uderzające i… niezwykle orzeźwiające. Zdałem sobie wtedy sprawę, że utknąłem na jakimś tam poziomie, zadowolony z siebie i, choć duużo mówię o wzroście i ciągłym rozwoju, sam zatrzymałem się moim myśleniem. Początkowo zwaliłem winę na fakt, że dużo działam z młodymi którzy nie wiedzą czego chcą, nie znają swojego potencjału, swoich zalet, talentów…. tak często skupiałem się na tym, w relacjach, że przestałem zadawać pytanie „a co dalej?”. Tak jak wspomniałem – mój Rozmówca, jest mocno powyżej tego poziomu. Jego życie reprezentuje, w pewnym sensie mój sen o wielu ludziach: znać swoją pasję i już obierać konkretne, ważne, decyzje.
Później jednak, uświadomiłem sobie, że to tylko częściowa przyczyna tego, że w tamtym momencie okazałem się słabo-skutecznym.
Druga część tego problemu, jest nieco bardziej brutalna – zapatrzyłem się na siebie. Na moment, włączyło mi się myślenie typu: „hej, ja Ci powiem!”

I teraz, nie mam zamiaru mówić, że nic nie wiem – bo wiem! Znam trochę schematów, trochę metod, myślę że wiem jak w jakiś sposób w pewnych momentach komuś pomóc i mam dość doświadczeń i wiedzy by móc wspierać innych i im służyć. Chodzi mi o to, że za bardzo się w to zapatrzyłem, myślę że wpakowałem sam siebie w schemat. Osobiście, nie uważam schematów za zło – Bóg ustanowił pewne schematy, On poukładał rzeczywistość, zostawiając nam nawet bardzo KONKRETNĄ instrukcję obsługi świata – Biblię, więc myślę że trzeba nam poznawać schematy, roz-poznawać je, by móc wykorzystywać je najefektywniej jak się da! Gorzej jednak, gdy wpadam w schemat którego nie widzę i to ten wzór panuje nade mną a nie ja nad nim. Leczę to w sobie, a może Bóg to leczy a ja jedynie pozwalam zmieniać opatrunki.
Oberwałem wtedy kubłem zimnej wody, niczym w wyzwaniach IceBucket, z tą różnicą że to ja zostałem tam wsparty i to mocno.
Wymogło to na mnie, bym jeszcze w tej rozmowie zmienił schemat myślenia, próbował chociaż wyjść na kompletnie inny poziom, na którym dawno mnie nie było. Z tego co później mi mój Rozmówca przekazał – skutecznie podołałem temu skokowi.
Druga sprawa – uświadomiłem sobie, zderzyłem się, ze swoją nie-wiedzą* i nie-kompetencją. To uzdrawiające. Pokazuje mi ile jeszcze nie wiem, ile jeszcze mam do zrobienia by lepiej służyć! Mocna dawka inspiracji! Dziękuję!
Druga lekcja, a raczej dla mnie pewne odświeżenie, to mojego Rozmówcy reakcja – zobacz to ON był rozczarowany. Jego reakcja, jego – mniej lub bardziej świadoma i dobrowolna – decyzja.
ROZ-CZAROWANIE. Już kiedyś o tym pisałem, tylko przypomnę.
Oczekiwania. Idziemy z nimi w wiele miejsc i wiele sytuacji. Planujemy, wyobrażamy sobie w głowach, tworzymy scenariusze i dialogi i…. trach! Ile razy jest tak, że nic z tego się nie wydarza!?
Ile energii zmarnowano na te – czasami schizofreniczne wręcz – wymyślne sytuacje?! Ile czasu, potencjału spłonęło w piecu naszych wizji wobec innych ludzi czy sytuacji.
Proszę[!], nie myl tego co piszę z marzeniami i planami. Chodzi mi raczej o tej mniejsze sytuacje, choć mogące przysporzyć wiele rozczarowań.
Zaczarowałem sobie rzeczywistość. I powiedziałem: „ma być tak, a tak! Tak ma być a tak nie być! I nie może być inaczej, niż ma być!” I przychodzi Prawda. Bóg, wkracza w tę naszą – jeszcze nie-realną, wirtualną – rzeczywistość i mówi: „Jest tak…”. I ROZwala. OD-CZAROWUJE.
To ważne, by mieć GO po swojej stronie i w swojej głowie!
*to też jest fascynujące! Nie-wiedza. Nie, niewiedza, ale nie-wiedza. Coś jak anty-wiedza. Niewystarczająca wiedza na jakiś temat, której braki zastąpione są czarami które trzeba od-czarować. ŁAŁ!
Zadanie na dziś:
przypomnij sobie największe rozczarowanie, jakie przeżyłeś/łaś w ostatnim roku, może szczególnie w wakacje. Zastanów się:
1. co poszło 'nie tak’? Co najmocniej wbiło Ci się w pamięć?
2. jaka z tego lekcja, jakie wnioski masz dla siebie – konkretnie dla Twoich zachowań, reakcji
3. co z tym zrobisz w ciągu najbliższego tygodnia? – cokolwiek, możesz z kimś pogadać o tym,, a może zaplanować jakieś zmiany.
4. pogadaj o tym z Jezusem. Zapytaj Go, gdzie wtedy był, co Ci mówił. Podziękuj mu za to.
