Mam naprawdę świetną pracę. Wdzięczną i to czasami kilkasetkrotnie w ciągu dnia!
Miałem dziś łaskę zrobić spacer w sumie z ponad 150 młodymi ludźmi – podstawówka i gimnazjum i technikum, od szóstej do trzeciej klasy! Na początku, kiedy usłyszałem że mam jedną z grup ze Stolicy, myślę „Matuchno Trybunalska, znowu wrzaski!”
Myślę, że chciałbym żeby było wygodnie i fajnie* i spokojnie i luźno. Bogu dzięki – nie jest.
Podchodzę do nich, wchodzimy do Alarmowego. Zostaję z miejsca otoczony przez dziewczynki, kawałek dalej stoją jacyś chłopcy co chwilę zadający dziesięć tysięcy pytań! Ustalamy zasady – ja mówię, oni milczą. Jak mają pytania – podnoszą ręce. Nie wyprzedzają mnie. I… wszystko działa! Nie ma wrzasków, ani uciszania. Miliony pytań, trafnych, czasami prywatnych – ta dziecięca bezczelność! Ta wolność w pojmowaniu świata! Jakże mi tego brakuje! Pozwoliłem się odrzeć z mojej niewinności, z tej słodkiej nieświadomości.
Pytam czy grają w gry strategiczne – w chaosie jaki obudziłem, bo przecież jak można nie grać w Warcrafta, a Age of Empires to super gra no i czemu Civilization jest płatna?! – otrzymuję informację, że tak, grają. Wyjaśniam jak działały bastiony, po co sucha fosa i czemu przejście jest krzywe. Słuchają, rozumieją. Widzę to.
Idziemy dalej – patrzą na widoki, robią sobie selfie z Wieżowego [i koniecznie tagują Obiekt], a u Tadeusza jeden opowiada mi jakieś swoje zabawne wspomnienie.
Chyba się starzeję. Za mało mi się chce, za dużo energii marnuje, za mało pytań zadaję…
Na koniec jeden się chwali że bardzo lubi Daredevila i czeka aż mama na Netflixie zacznie oglądać drugi sezon [dwunastolatek!] – zaskakują mnie, że prawie wszyscy znają Historie Bez Cenzury i… jest im smutno że kończymy. I mi też było.
Proszę ich, by uczyli się historii. By znaleźli swój pomysł na to jak się jej uczyć. Opowiadam im chwilkę o projekcie 981 i słyszę ‘łał’.
Jeden z nich podchodzi do mnie i uczy mnie pożegnania – czubki palców stykają się dwa razy i pionowy żółwik – wkrótce z prawie całą grupą wymieniamy takie gesty. Na chwilkę łapię opiekunki – z nieukrywaną radością mówię im że maja fantastyczną młodzież! Bawi mnie odpowiedź jednej z nich: „a ja takie psy na nich wieszam! Że gadają, że przeszkadzają, że krzyczą!”. Nie wiem, nie zauważyłem.
Odchodzę naładowany tak niesamowitą energią, że aż ciężko mi to opisać – całą drogę się śmieję i uśmiecham. Teraz też.

Miałem rację, swoją drogą. Były wrzaski. Nie ma absolutnie żadnego znaczenia czy jesteś przewodnikiem turystycznym, nauczycielem, trenerem czy rodzicem – posłuchaj tych wrzasków. Posłuchaj tych serc! Nie ma też absolutnie żadnego usprawiedliwienia dla Ciebie, jeżeli nie chcesz słuchać. Chodzi mi o akt Twojej woli – o Twoją chęć. Możesz być zmęczony, ba[!] wkurwiony nawet. Możesz nie mieć sił bądź powołania do pracy z dziećmi. Pytanie brzmi: czego chcesz? Jeżeli nie chcesz słuchać tych, do których masz mówić, do których jesteś w tym momencie posłany – to nie w nich jest problem.
Często pytam grupy, szczególnie młodych, jak mam do nich mówić? Co lubią? Czego nie chcą? Jaką formę nadać? Do czego się odnosić?
Dziś, szczególnie dziś, uświadomiłem sobie że ich kocham. Moja ciotka zwykła mawiać, że kochać [szczególnie w rodzinie] to trzeba każdego – ważne kogo się lubi.
W tym kontekście – kocham tych ludzi, jednak podstawa to ich polubić. Za nic. Dać im tę radość i siłę. To zaufanie. Zawsze staram się im to mówić. Zawsze staram się im dziękować. Zawsze staram się znaleźć coś, co podkreśli ich wartość.
Nie umiem odnaleźć w sobie takiego przekonania że są źli ludzie. Myślę że są ludzie którzy słyszeli to [że są okropni] zbyt często i pozwoliliśmy im w to uwierzyć. I coraz częściej daje mi Bóg przekonanie że mam w tym rację.
PS
Jesteś fantastyczny, wiesz o tym?