Zasiedzialem sie.

Zaskoczylo mnie niesamowicie, jakiego zachwytu doznalem dzis w czerwonym busie gdy przez te welkie szyby zobaczylem… chmury!

Akurat czytalem genialna ksiaze [o ktorej wiecej pozniej] i mialem mocny wewnetrzny dylemat. Kazdy kto zna smak dobrej ksiazki wie, ze to nielada wyzwanie oprzec sie pokusie, choc przeciez ksiazka nie uieka, i przerwac czytanie na chwilke;

Zasiedziaem sie, teraz to zauwazam. Brakuje mi czegos, czegos mocnego.
Planuje duzo – duzo wiecej niz kiedykolwiek, a smiem stwierdzic ze planowanie to cos co wychodzi mi dobrze i znacznie. Malo ze planuje – ozywiam te plany! Powoli, skruupulanie.
Czekam tylko na burze, by wystawic antenty za okno i piorun by krzyknac

ITS ALIVE!

Mysle ze kazdy gdy byl maly to nie widzial chmur, a smoki, zamki, samochody, ksiezniczkki,, opowiesci… ja bardoz lubilem brac blok, kredki [czasami i farbk!] i bieglem do okna by rysowac te chmury. I choc talenow graficznych  nie mam za bardzo w ogole – to jednak sam akt tworzenia, czy moze odzwierciedlania, dawal mi neisamowwita przyjemnosc!!!
Ciekaw jestem, czy jakies te mje rysunki sie azchowaly jeszce gdzie…

Dzis ma bardzo delikatny zapach – to skrzypce lekko muskane przez smyczek, a skrzypaczka siedzi sama na sali koncertowej i gra najpiekniejszy i najcichszy, najdelikatniejszy koncert w swoim zycuu – tak pachnie dzis.
A smakuje nieco inaczej – to juz ostrzejsza gra, smyczek juz mocniej przyciska, publicznosci jest wiecej, gra jest glosniejsza, a tuz obok siedzi wirtuoz gry na fortepianie. I graja wlasna opowiesc. Romans, przepieknej milosci opis To smak czekolady, prawdziwej, z dodatkiem suszonych malin i platkow roz. To smak radosnego pozegnania i powrotu do domu. Do swoich miejsc.

Wracam.